Misja w Gruzji – lato 2016

Wraz z początkiem wakacji, równo 30 czerwca, z Wrocławia wyruszyła kolejna ekipa misyjna. Jej celem, tak jak w poprzednich latach, była niewielka Gruzińska wioska – Shavshvebi.
Po długiej i nieprzespanej nocy w podróży, dotarliśmy o świcie na miejsce. Ze względu na bardzo wczesną porę przybycia przywitała nas nieliczna grupka miejscowych kobiet i dzieci. Pomimo sporego znużenia i braku sił, po krótkiej drzemce i obfitym, jak na gruzińską gościnność przystało, śniadaniu, cała ekipa zabrała się do pracy, aby przygotować się na zajęcia z miejscowymi dziećmi.
Po dokładnych oględzinach, pracach porządkowych i sporych zakupach w leżącym nieopodal mieście Gori nadszedł wreszcie moment rozpoczęcia organizowanych przez nas kolonii. Entuzjazm i radość zawitały wraz z pojawieniem się pierwszych uczestników. Nie obeszło bez czułych powitań i niekończącego się przytulania.
Tego roku poza małymi mieszkańcami wioski w zajęciach uczestniczyła, podobnie jak w zeszłym roku, spora grupa dzieci z Vaziani. Oprócz lekcji angielskiego, zajęć plastycznych i sportowych odbywały się również warsztaty techniczno-praktyczne oraz muzyczno-rytmiczne, które zainteresowały sporą cześć uczestników.
Dużym zaskoczeniem w tym roku okazała się pogoda. Po raz pierwszy nasze plany starały się pokrzyżować ulewne deszcze, które nawiedzały wioskę co parę dni. Pomimo niesprzyjającej i bardzo skrajnej pogody, każdy dzień spędzaliśmy z dziećmi, wspólnie się bawiąc i ucząc o Bogu. Szczególną frajdę, zarówno dzieciom jak i nam samym, przynosiło puszczanie latawców, które doskonale szybowały przy tamtejszych wiatrach. Widok radosnych, śmiejących się dzieci był dla nas motorem napędowym do dalszych działań, jednak nic nie dawało tak dużej satysfakcji jak widok zmian, które miały miejsce od początku Bożego działania w tej wiosce.
W trakcie tego wyjazdu miały miejsce także roboty budowlane. Wbrew pogodzie udało nam się wymurować przy domu Chatuny niewielkie pomieszczenie przeznaczone pod łazienkę.
Po dwóch tygodniach wspólnych zabaw nadszedł czas powrotu, który jak zwykle wiązał się z mnóstwem wylanych łez, ale również z ogromną wdzięcznością zarówno dzieci jak i ich rodziców oraz innych mieszkańców wioski, którzy przyszli nas pożegnać. My sami jesteśmy wdzięczni Bogu za to, że postawił nas właśnie w tym miejscu, abyśmy mogli pomagać innym i głosić Jego słowo.