Misja w Gruzji – lato 2017

Gruzja za każdym razem zaskakuje. Mogliśmy to śmiało powiedzieć, jadąc już po raz czwarty ośmioosobową ekipą, aby w wiosce Shavshvebi zorganizować półkolonie dla dzieci, które już z niecierpliwością czekały na spotkanie z nami – jak i my na spotkanie z nimi. Anula, Agnieszka, Ela, Lena, Sarah, Dawid, Janek, Kacper – w takim składzie, w niedzielę, 2 lipca 2017 wyruszyliśmy z Wrocławia w kierunku Warszawy, a stamtąd samolotem do gruzińskiej stolicy, Tbilisi.
 
Pierwsze dni są trudne – to mieszanka ekscytacji przyjazdem, radości z zobaczenia niektórym z nas znajomych twarzy, ale też zmęczenia całonocną podróżą i upałem oraz lekkiego niepokoju i obawy przed tym, jak to w tym roku będzie – czy wszystko się uda? Co nowego nas spotka? Jak tym razem zareagują dzieci?
Ale dzieci, jak co roku, w dniu naszego przyjazdu zbiegają się z całej wioski i wypatrują marszrutki, która przywiezie nas z naszymi ciężkimi bagażami do domu Chatuny. Stęsknione przytulają się do nas i rzucają na szyję – i nie tylko one, bo tak samo serdecznie witają nas kobiety z wioski.

Byliśmy już w Gruzji kilka razy, ale wciąż ciężko nam się nadziwić gruzińskiej gościnności. Ci ludzie, chociaż sami tak niewiele mają, decydują się odstąpić nam najlepsze miejsca do spania, przygotowują nam uginające się stoły od pysznego jedzenia, udostępniają nam własne domy – i łazienki! Tak, to był szok – mieć w tym roku dostęp do bieżącej, ciepłej wody w nowo wybudowanej łazience u Chatuny. 🙂
 
Po przyjeździe rozpakowujemy walizki, w których przywieźliśmy rzeczy z Polski – materiały plastyczne, sprzęty sportowe, lekarstwa i inne przedmioty i zasoby, które otrzymaliśmy od różnych ludzi, gotowych i chętnych, aby wesprzeć nasze działania misyjne w Gruzji. Bez nich nie byłoby to możliwe, więc wychodzi na to, że to przedsięwzięcie wymaga znacznie więcej niż 8 osób, które tam pojechały. Już następnego dnia rzeczy te idą w ruch podczas zajęć, jakie prowadzimy z dziećmi – śpiewania i tańczenia do piosenek, zabaw i rozgrywek sportowych, lekcji angielskiego, warsztatów muzyczno-rytmicznych i rysunkowych, zajęć plastycznych, lekcji i dyskusji biblijnych.
 
Ci z nas, którzy przyjeżdżają do Shavshvebi już kolejny raz, mogą sobie pomyśleć: znamy już te dzieci, wiemy, że one nas potrzebują, ale że praca z nimi może stanowić też momentami duże wyzwanie. Bo rzeczywiście – odmienność kulturowa, bariera językowa, inne warunki, w jakich dzieci te są wychowywane, w jakich dorastają i żyją – to wszystko wpływa w pewien sposób na naszą komunikację i może tworzyć przeszkody trudne do przejścia. W tym roku jednak wyjątkowo odczuć można było w dzieciach znaczącą zmianę w porównaniu do tego, w jaki sposób zachowywały się w poprzednich latach. Od pierwszych prowadzonych z nimi zajęć zaskoczyły nas swoim zwiększonym zaangażowaniem i przejęciem. Z większą uwagą słuchały, łatwiej było zapanować nad pojawiającym się momentami hałasem i zamieszaniem. Zadziwił nas poziom języka angielskiego u niektórych dzieci, które, przykładowo, jeszcze rok temu w tym języku ani słowa nie znały (lub bardzo niewiele). Komunikowanie się z dziećmi i młodzieżą było dla nas znacznie łatwiejsze. Wielką radością i zachętą było widzieć ogromne – jak dla gruzińskich dzieci – skupienie i zacięcie w podejściu do starannie wykonywanych rysunków na warsztatach plastycznych czy też z pasją wybijanych rytmów na własnej roboty instrumentach podczas zajęć muzycznych. Swoje małe dzieła sztuki i występy perkusyjne mogły później zaprezentować podczas ostatniego wieczoru półkolonii. Starsze, jak i młodsze dzieci mogły codziennie brać udział w przygotowanych dla nich lekcjach biblijnych i wieczornych dyskusjach, podczas których starały się uważnie słuchać i wykazywały się zaciekawieniem. Tematem przewodnim tegorocznych zajęć było „Stworzenie świata”, więc staraliśmy się wykorzystać każdą możliwą okazję – czy był to angielski, plastyka, czy śpiewanie piosenek – do przekazywania dzieciom Bożych prawd na temat tego, jak świat został przez Boga stworzony, tego, że Bóg stworzył też człowieka i dał wszystko, co było mu potrzebne do życia, że to On nad każdym dniem panuje, zna nas, troszczy się i nas kocha.
 
Zadając sobie więc pytanie o to, czy warto do Gruzji jeździć – wkładać w to czas, pracę, pieniądze i energię wielu osób – wierzymy, że odpowiedź brzmi: tak! Ponieważ robimy to, mając jeden główny cel – pokazać innym Boga i nieść dobrą nowinę w takie miejsca, gdzie może niewielu by się zdecydowało pójść, uśmiechnąć się, chwycić za rękę i przytulić dziecko, które może zapamięta ten jeden gest na długo – i dzięki temu nadzieja w sercach będzie miała szansę trwać…