Nasza wspólnota

Jesteśmy wielopokoleniową wspólnotą ludzi, w której swoje miejsce odnajdują całe rodziny, młodzież, dzieci i osoby starsze. Osoby z wielu grup społecznych, przedstawiciele różnych zawodów i specjalizacji, osoby o różnych pasjach. Łączy nas wspólne pragnienie: żyć prawdą, która jest w Jezusie Chrystusie, by czynić innych Jego uczniami.

Skupiamy się na trzech wymiarach życia:
– budowaniu wspólnoty,
– rozwoju duchowym,
– zaangażowaniu w działalność społeczną i misję.

Wspólnotę tworzą osoby, które poszukują głębszego i lepszego poznania Jezusa Chrystusa. Ciągle odkrywamy nowe aspekty i nowe elementy prawdy, która w Nim jest. Wszyscy jesteśmy w nieustannej drodze, na różnych jej etapach.

Kościół Baptystów we Wrocławiu powstał w 1846 roku. Pierwsza kaplica znajdowała się przy ul. Łukasińskiego (obecnie jest to siedziba Drugiego Zboru Kościoła Baptystów we Wrocławiu). Kaplica ta została przekazana przez niemiecki kościół baptystom polskim w roku 1946 i od tego momentu datowana jest działalność polskojęzycznego Kościoła Baptystów.

W 1990 roku oddana została do użytku nowa siedziba, przy ul. Kłodnickiej 2, która posiadała wystarczająco miejsca do tego, aby odbywały się tutaj nabożeństwa, ale też różnorodna działalność edukacyjna, kulturalna i społeczna.

 


Jak trafiłeś/aś na Kłodnicką? Co cię tu urzekło?

Artur:

Trafiłem tu przez grupę studencką. Od razu zajęli się mną różni ludzie. Byłem urzeczony ich spontanicznością i naturalnym sposobem życia. Zaufano mi, chociaż nie znano mnie jeszcze dobrze. Wspominam też, że dużo ludzi zapraszało mnie wtedy na obiad.

Estera:

Przyszłam na Kłodnicką od razu, jak tylko sprowadziłam się do Wrocławia. Dawid zaproponował mi udział w grupie prowadzącej uwielbienie. Zgodziłam się. Przez lata udało nam się skompletować różne składy grup muzycznych. Dzięki temu uzyskaliśmy różnorodność i zaangażowanie wielu osób.

Grzegorz:

Do zboru trafiłem przez koleżankę z klasy, która potem została moją żoną.

Zbigniew:

Znaleźliśmy się tu przypadkowo. Sprowadziliśmy się do Wrocławia, najpierw dzieci, później my. Jesteśmy tu już 14 lat, mamy tu swoje miejsce i czujemy się potrzebni.

Piotr:

Chodziłem do wrocławskiego III LO, gdzie była spora grupa ludzi z tego kościoła. Podczas głębszej rozmowy jedna z nich zachęciła mnie, bym przyszedł i sprawdził. Przyszedłem, sprawdziłem i zostałem. To było chyba w 1995 roku.

 Paweł:

Znalazłem się tu dzięki mojej przyszłej żonie, a ona wcześniej dzięki ludziom wierzącym. Tutaj przygotowywaliśmy się razem do małżeństwa, uczestnicząc w spotkaniach grupy przedmałżeńskiej. Właśnie w trakcie tych zajęć poznałem Pana Boga.

Wojciech:

Trafiłem tu w roku 1992. Zaczynałem wtedy studia w Seminarium BST. Wysłano nas tu na obóz przygotowawczy. Ten kościół przy Kłodnickiej był wtedy budowany i my jako studenci zostaliśmy „przymuszeni” do tego, by pomagać przy budowie budynku kościoła. Przez 2 tygodnie skręcaliśmy te niewygodne ławki, układaliśmy kafle na podłodze, które teraz już odpadają. To było ciężkie przeżycie, ale piękne.

Basia:

Koleżanka z pracy mojej mamy powiedziała jej, że tutaj w Kościele organizowane są obozy dla dzieci, na które każdy może pojechać. Mama wysłała mnie i moją siostrę na taki obóz. To był dla mnie pierwszy wyjazd bez rodziców. Poznałam wtedy ludzi, którzy opowiadali o Bogu, którzy żyli zupełnie inaczej niż my. Po obozie zaczęłam chodzić do klubu dla dzieci, uczestniczyłam w lekcjach biblijnych i uczyłam się tego, jaki jest Pan Bóg. Z czasem zaczęłam chodzić do Kościoła i już zostałam.

Aleksander:

Przyjechałem tu do szkoły średniej z bardzo odległej miejscowości. Wówczas, przy tamtejszych środkach lokomocji, przebywanie w takiej odległości od domu dla 14-latka było jak zesłanie. Zamieszkałem w internacie na Psim Polu. Na szczęście znalazłem w tutejszym kościele bardzo przyjaznych, życzliwych i gościnnych ludzi, którzy od razu przyjęli mnie tak jak rodzina. Zżyłem się z grupą młodzieżową a potem znalazłem tu żonę.

Daniel:

Trafiłem tu na stałe 20 lat temu. Na zawsze jednak pozostanie w mojej pamięci wcześniejsze spotkanie z wrocławskim zborem w czasie pierwszej ewangelizacyjnej wizyty dra Billy’ego Grahama w 1978 roku.
To było niezwykłe, kiedy mogłem osobiście uczestniczyć w tym epokowym wydarzeniu i widzieć duchową otwartość tłumów na ewangelię.
Niezapomniane wrażenie pozostawił w mojej pamięci także chór zboru, który swoim śpiewem uświetniał nabożeństwa ewangelizacyjne.

Damian:

Trafiłem tu dzięki żonie.

Mariusz:

Przez lata wyjeżdżałem na chrześcijańskie obozy dziecięce i młodzieżowe. Spotykałem na nich młodych ludzi, którzy mieli często niesamowicie trudną sytuację życiową, ale wiara pomagała im być mocnymi i przetrwać te trudności. Podziwiałem to, że potrafili rozwiązywać dużo większe problemy, niż miałem ja. Widziałem, że Bóg działał w życiu innych, również dzieci. Przyjąłem Boga do swojego serca. Zapragnąłem mieć stały kontakt z ludźmi wierzącymi, nie tylko w wakacje. Znalazłem ten kościół i bardzo dobrze się w nim czuję.

 


Co szczególnie podoba ci się w naszym kościele teraz?

Ryszarda:

Podobają mi się kazania. Bardzo jestem zachęcona postawą pastora Dawida Pacyniaka. Jestem pod wielkim wrażeniem jego kazań, chociażby dzisiejszego. Więcej! Kazania podobają się całej mojej rodzinie. Mój syn dziś nie mógł przyjść i rano bardzo tego żałował. Który nastolatek (mój syn ma 15 lat) żałuje, że nie może iść do kościoła?

Anna:

W kościele cenię sobie różnorodność. Spotyka się tu młodych ludzi i seniorów, ludzi z różnych środowisk, różnych profesji, są tacy, którzy przychodzą tu od wielu lat i tacy, co zaczęli przychodzić całkiem niedawno. To jest kościół. Kościół składa się z osób, które nie miałyby ze sobą nic wspólnego, gdyby nie Chrystus, który łączy je bez względu na to, ile mają lat, jakie mają wykształcenie, status społeczny, itd. I to jest piękne.

Gosia

Uwielbienie Boga w kościele i na spotkaniach młodzieżowych dostarczają mi duchowej energii. Lubię śpiewać z innymi na chwałę Boga. Lubię przychodzić na spotkania młodzieżowe, wyjeżdżać na obozy. Zarówno na nabożeństwie, jak i na spotkaniach młodzieżowych czuję jedność rozmawiając z ludźmi o wierze i śpiewając wspólnie.

Tytus

Kościół dla mnie jest przede wszystkim miejscem, gdzie doznaję duchowych doświadczeń, uczę się o Bogu, ale też spotykam się z ludźmi. Kościół motywuje. Tu uczę się, jak ważne jest codziennie żyć z Bogiem.

Bogusia

Kościół jest dla mnie ostoją. Czuję jedność z ludźmi, czuję się w nim bezpieczna. Nawet, jak nie mogę przyjść do kościoła, to bardzo pomaga mi świadomość, że mam takie miejsce.

Monika

W życiu duchowym najważniejsza dla mnie jest moja osobista relacja z Jezusem Chrystusem, którą pielęgnuję przez modlitwę, czytanie Słowa Bożego. W relacjach z ludźmi najbardziej inspirują mnie spotkania kobiecej grupy domowej, której jestem liderką.

Alicja:

Podoba mi się zaangażowanie naszego kościoła na rzecz ludzi z zewnątrz. Myślę tu o klubie dla dzieci i młodzieży „Talencik”, o Akademii Radości Życia, o zajęciach pilates, Wrocławskiej Szkole Językowej, pikniku – „Sąsiadówka”, Akcji Wymiany Rzeczy. Fajnie nam ze sobą i chcemy dzielić się tym z innymi.

Leokadia:

Mam w kościele wielu przyjaciół. Nasze przyjaźnie trwają od wielu lat. Takie od młodości aż dotąd, a jestem już po siedemdziesiątce.

Lidia:

Dobre biblijne nauczanie. Jestem zadowolona z prowadzących.

Maria:

Kazania mi się podobają, bardzo mi się podobają.

Kamila:

Mojej rodzinie podoba się życie wspólnoty, znaleźliśmy tu przyjaciół.

Dorota:

Co mi się podoba? Ludzie!

Elżbieta:

Grupa domowa, więzi i relacje z ludźmi.

Marta:

To, że kazań i wykładów można słuchać z każdego miejsca na świecie – przez Internet.

Irena:

Jestem już emerytką, ale kazania, jakie teraz są głoszone, trafiają do mnie nawet bardziej niż te, których słuchałam w młodości. Przez cały tydzień mam o czym myśleć.

Elżbieta

Czytając Biblię w kościele, w domu, na grupie domowej, znajduję odpowiedzi na najbardziej nurtujące mnie pytania, najważniejsze w życiu. Wcześniej nie mogłam znaleźć na nie odpowiedzi. To nadało mojemu życiu sens.

Artur:

Bardzo lubię kawiarenkę po nabożeństwie. Jest to okazja do spotkań, inspirujących rozmów, możliwość bliższego poznania się przy pączku i kawie. Grill organizowany co tydzień w lecie w parku przy kościele jest jeszcze lepszy. Bardzo miło jest spędzać niedzielne popołudnie z przyjaciółmi na świeżym powietrzu.

Agata:

Jako wspólnota cieszymy się z czyjegoś szczęścia, np. ślubu, narodzin dziecka czy jakiegoś sukcesu zawodowego, ale też wspólnie przeżywamy troski albo chorobę. Modlimy się o siebie. To jest bardzo dobre.

Michał:

Słuchałem bardzo wielu pastorów w różnych kościołach protestanckich i na konferencjach młodzieżowych, ale kazania Dawida Pacyniaka wyróżniają się, bardzo mi się podobają. Niewielu jest pastorów, którzy tak dobrze wykładają Słowo i kładą nacisk na praktykę życia chrześcijańskiego.

Ala (lat 5):

W kościele podoba mi się wszystko.

Tymoteusz:

W Kościele na Kłodnickiej podoba mi się to, że zbór jest wielopokoleniowy, panuje w nim przyjazna atmosfera a ludzie okazują sobie wzajemną troskę. Podczas nabożeństwa uwielbienie Boga prowadzą dobre zespoły muzyczne. 

Jadwiga:

Jako seniorka raduję się z młodzieży, którą mamy w naszym kościele.

Eugenia:

Cenię sobie przede wszystkim relacje międzyludzkie. Można liczyć na innych, na ich pomoc. Cokolwiek robię w kościele, nie jestem z tym sama.

Leon:

Kazania mi się podobają, uwielbienie Boga również. Podoba mi się, że jesteśmy jedną wielką rodziną, ludzie mają dobre nastawienie do siebie. Fajne są spotkania młodzieżowe, obozy i inne wyjazdy.

Sara:

Co mi się podoba w tym kościele? Ludzie! Dobrze się z nimi czuję.

Natalia:

W kościele podoba mi się to, że czuję się tu jak we własnym domu. Wiem, że jak będę potrzebować czyjejś pomocy, to tu są osoby, do których mogę się zwrócić i otrzymam od nich wsparcie.

Urszula:

Zanim przyszliśmy z mężem na Kłodnicką, przyglądaliśmy się wielu społecznościom i temu kościołowi również. Szukaliśmy kościoła, którego fundamentem jest Słowo Boże. Nauczanie pastora Dawida doskonale spełnia to kryterium. Druga rzecz, która jest dla mnie ważna, to fakt, że miałam możliwość śpiewać w zespole muzycznym. To mnie duchowo rozwinęło. Kolejna rzecz to świetne kobiece wyjazdy.

Natalia:

W kościele czuję się bezpiecznie, bo wszyscy tu kochamy Jezusa, to nas łączy.

Marta:

Przykład ludzi, szczególnie starszych, którzy przez lata, szczerze i wiernie w każdej sytuacji wybierają podążanie za Bogiem.

Ryszard:

Szczególnie podoba mi się atmosfera w kościele. Jest wyjątkowo wspaniała, miła.

Włodzimierz:

Podoba mi się nasz zbór taki, jaki on jest dzisiaj: dużo młodych ludzi kochających Boga i zaangażowanych. Nasz pastor jest oddany i bardzo pracowity. Właściwie po pięćdziesięciu latach moje osobiste poznawanie Boga i Jego działania są przez to lepsze.

Paweł:

Cenię sobie wspólnotę ludzi, to, że możemy sobie pomagać i wspierać się. I to się dzieje w oparciu o Słowo Boże. Nasza wspólnota to coś więcej niż tylko przyjacielskie spotkania, to uwielbienie, wysławianie Boga.

Barbara:

Podoba mi się, że w kościele potrafimy nie zamykać się na siebie nawzajem.

Piotr:

Lubię ludzi w naszym kościele. Ludzi młodych, którzy są po prostu przyjaźni i otwarci; ludzi w średnim wieku, z którymi nieraz znam się od lat; ludzi starszych, których podziwiam za to, jak żyją.

Aleksander:

Zaangażowanie pastora i jego postawa wobec Słowa Bożego oraz ludzi. Różnorodność we wspólnocie, co sprawia, że prawie każdy może tu znaleźć grupkę „przyjaznych dusz” i jednocześnie nie zagubić poczucia wspólnoty. Także to, że nie wiąże nas żadna tradycja i czujemy się wolni w Jezusie Chrystusie.

Daniel:

Każde pokolenie na swój sposób musi definiować wiarę i docierać do nowych ludzi. Wyjątkowo podoba mi się inicjatywa zwana "sąsiadówką", czyli rodzinny piknik wiosną każdego roku, na który zapraszani są sąsiedzi mieszkający w okolicy kościoła.

 


Jakie masz miłe wspomnienia dotyczące kościoła z dawnych lat?

Ruth:

Wczesne lata 50-te. Pierwsza wizyta niemieckich baptystów w naszym zborze. Poczucie krzywd doznanych od Niemców w czasie wojny było w nas jeszcze świeże i bolesne. Akurat obchodziliśmy Wieczerzę Pańską, pamiątkę śmierci Chrystusa, który umarł za każdego z nas. Z miłości. I wtedy, tam pod krzyżem, przeżyliśmy i przebaczenie, i pojednanie. Tych chwil nie da się zapomnieć.

Bronisław: Dużym błogosławieństwem było to, że mógł powstać obiekt przy Kłodnickiej i to, że mieliśmy w tym osobisty udział, taki spontaniczny.

Piotr:

Na budowę przychodziło bardzo wielu ludzi. Nie ważne było to, że ktoś wykonywał jakąś pracę pierwszy raz w życiu. Zawsze znalazł się fachowiec, który dał instrukcje, jak prawidłowo wykonać dane zadanie”

Anna:

Jeśli mam wybrać jedną rzecz z przeszłości, którą miło wspominam, to pierwsza szkoła biblijna. Wspólne studium Biblii integrowało wszystkich - to było coś bardzo dobrego.

Janusz:

Ja znalazłem żonę w tym kościele. Jeśli mam wybrać jedno wspomnienie, to właśnie to nasuwa mi się jako pierwsze.

Nadzieja:

Wspominam, jak chór pięknie śpiewał.

Ludmiła:

Wspominam wspaniałe wieczory uwielbienia.

Daniel:

Odwiedziłem Wrocław w czasie budowy nowego obiektu kościelnego we Wrocławiu przy ul. Kłodnickiej. Pamiętam, że wtedy szalał kryzys ekonomiczny w naszym kraju a inflacja była galopująca. Jednak budowa we Wrocławiu postępowała mimo wyzwań i zapamiętałem imponujący las stempli podtrzymujących stropy. Byłem wtedy pod wielkim wrażeniem organizacji pracy oraz godnego podziwu zaangażowania ludzi. To był niezwykle odważny i perspektywiczny projekt. Potem, dzięki Ruth Kowalczuk, w nowo wybudowanym obiekcie powstał przełomowy plan zorganizowania Wrocławskiej Szkoły Językowej. Była to jedna z pierwszych szkół tego typu w mieście i ludzie nocami stali w kolejkach, aby zapisać się na kurs języka.

Beata:

Zapamiętałam takie zdarzenie. Pewnego razu, kiedy nie byłam jeszcze członkiem kościoła, uczestniczyłam w nabożeństwie, podczas którego ludzie modlili się, prosząc Boga o różne sprawy. Miałam wtedy bardzo trudną sytuację w domu i w szkole. Jeden z moich uczniów był narkomanem i myślałam, że nie ma dla niego ratunku. Pomyślałam, że jedynym ratunkiem w tej sytuacji może być tylko Bóg. Zaczęłam się modlić na głos i płakać. Ze wzruszenia nie skończyłam modlitwy i wtedy podeszła do mnie jedna z kobiet i utuliła mnie. W tym momencie poczułam, że tu jest moje miejsce.

Renata:

Pół wieku temu, kiedy byłam kilkuletnim dzieckiem, moja mama śpiewała w chórze kościelnym, który co tydzień miał dwugodzinne próby. Mama zabierała mnie ze sobą. Inni chórzyści byli mi bliscy jak rodzina, czułam się akceptowana przez nich. Od zawsze znałam śpiewane pieśni i jako kilkunastoletnia dziewczyna w naturalny sposób dołączyłam do chóru. Niezwykle sobie cenię fakt, że wśród obecnych seniorów są dawni chórzyści, którzy znają i pamiętają mnie od dzieciństwa.

Ryszard:

Z dawnych lat wspominam miło kazania Aleksandra Kircuna, chór wspaniale śpiewający i oczywiście to, co dla mnie osobiście było bardzo ważne, czyli obozy dla dzieci, które współorganizowałem i na które jeździłem przez 18 lat. To jest skarbnica moich wspomnień dotyczących kościoła.

Justyna:

Pamiętam spontaniczne zaproszenie na obiad po nabożeństwie przez kobietę, która gości zapraszała bardzo często. Oprócz mnie w ciasnym mieszkaniu było wielu innych zaproszonych. Zanim zaczęliśmy jeść, wszyscy razem śpiewaliśmy pieśni dla Boga. Niesamowita atmosfera, jakby przedłużenie nabożeństwa.

Marta:

Kiedy byłam mała, dziadek, tato i reszta rodziny angażowali się w budowę obiektu przy Kłodnickiej 2. Wiele razy przyjeżdżałam tam z nimi. Dziś w pracy zawodowej często odwiedzam budowy i wtedy powraca sentyment oraz budzą się miłe wspomnienia na sam zapach mokrego cementu.

Iza:

Zachowuję w miłej pamięci dzień mojego chrztu. Po nabożeństwie zostałam zaproszona przez małżeństwo z tego kościoła na obiad i spacer. To było bardzo miłe, było wyrazem zainteresowania i troski. Czułam, że każda osoba, która przychodzi do kościoła, jest cenna.

Lucyna:

Ze względu na długi staż w zborze - prawie 40 lat, mam co wspominać. Pamiętam fantastyczne zloty młodzieży w naszym zborze ze stuosobowym chórem z całej niemalże Polski (zalążek dzisiejszej grupy TGD) śpiewającym w katolickich świątyniach Wrocławia (do dziś mam gęsią skórkę na plecach, jak przypominam sobie tamte emocje). Pamiętam przebudzenie w grupie młodzieży, liczne nawrócenia naszych kolegów i koleżanek z klasy, wspólne wyjazdy misyjne, spotkania sylwestrowe, kiedy modliliśmy się bez końca, nie patrząc na zegarki.
Miło wspominam grupę młodych małżeństw, gdy spotykaliśmy się z naszymi małymi dziećmi na łąkach, nad jeziorami, w naszych domach - ucząc się prowadzić nasze rodziny według Bożych standardów. Na zdjęciach widać, jacy byliśmy piękni i młodzi i ile było w nas samozaparcia, by spotykać się mimo trudności. W dzisiejszym zborze cenię sobie czas uwielbienie Boga, bo nadal kocham śpiewać jak za dawnych lat.

Łucja:

Wspominam moją służbę w radiu chrześcijańskim TWR, które ma siedzibę w naszym kościele. Odpowiedziałam na setki listów z całej Polski. Bóg wie, czy ktoś się nawrócił na skutek tej korespondencji. Jestem zadowolona, że mogłam się w ten sposób dzielić swoją wiarą i wskazywać na Jezusa.

Włodzimierz:

Wspominam czasy, kiedy pastorem był Michał Popko. Podobała mi się jego wierność, szczerość, prawdomówność. Takie cechy na wskroś wierzącego człowieka, który z drugiej strony mocno stąpał po ziemi. Był bardzo konkretny, pomocny. Czułem to, że ludzie w kościele są pod opieką pastora, ale tak naprawdę stał za tym sam Pan Bóg.

Monika:

Najwspanialszym dniem związanym z kościołem przy Kłodnickiej jest dzień mojego chrztu, który przeżyłam bardziej niesamowicie niż dzień swojego ślubu. Dla mnie jest to dzień, w którym rozpoczęłam nowe życie u boku mojego oblubieńca Jezusa Chrystusa.

Piotr:  

Jednymi z najfajniejszych dla mnie chwil w życiu kościoła są spotkania w ramach niewielkiej grupy studiującej Biblię. Pierwszy raz zacząłem brać w nich udział jeszcze w latach 90. Choć skład grup i forma tych spotkań uległy zmianie, nadal jestem ich uczestnikiem. To jest okazja do wspólnego poznawania Bożego Słowa, do zawiązywania przyjaźni, poznawania się, pomagania sobie nawzajem.

Paweł:

Takie najważniejsze wspomnienie to chrzest mojej córki Zuzi. Jej wiara, jej świadectwo były dla mnie tak bardzo budujące. Czuję też Boże błogosławieństwo na co dzień w moim życiu: w pracy, w rodzinie, w wielu ważnych sprawach. Czuję Bożą obecność.

Basia:

Wspominam obozy dla dzieci i to, że Kościół zawsze był otwarty na dzieci, również na te z różnych środowisk. Także na dzieci trudne i z rozbitych rodzin. Byliśmy spoza Kościoła, a nikt nigdy nie zwracał na to uwagi. Byliśmy tak samo cenni jak ludzie stąd, bo nigdy nie zamykano się tu na obcych.

Aleksander:

Wspominam postawę członków wspólnoty, kiedy budowali ten obiekt, ich entuzjazm, zaangażowanie i organizację pracy. Duszpasterstwo i przyjacielską postawę Adama i Miry Otrembów. Obozy dzieci w Bielicach. Otwarcie i początek Biblijnego Seminarium Teologicznego.

Halina:

Zachowałam w pamięci to, że miałam w kościele zawsze pomoc modlitewną. Wspominam ludzi starszych, którzy odeszli już do wieczności, to oni uczyli mnie, jak być wytrwałym w modlitwie.

Iwona:

Szczególnie miło wspominam mój chrzest. Było to dla mnie głębokie duchowe doświadczenie. Kiedy pastor zanurzył mnie w wodzie, poczułam, że chcę umrzeć, żeby zacząć coś nowego. Do chrztu Bóg mnie doprowadził swoim Słowem. To była decyzja, która długo we mnie dojrzewała. Słowo Boże mnie przekonało.

Aleksander:

Opowiem o niezwykłym zdarzeniu sprzed trzydziestu lat, które mocno utkwiło mi w pamięci. Budowałem wtedy swój dom na Klecinie. To był pechowy dzień. Mój murarz cierpiał na chorobę murarską, na placu budowy zostałem całkiem sam. Pracy było dużo, murowanie, zbrojenie, przygotowania do wylania ostatniego stropu. Nie mogłem sam podołać tylu zadaniom. Byłem sfrustrowany, ponieważ następnego dnia umówieni byli ludzie, którzy mieli wylewać beton na ten strop. Czas naglił, za parę dni miałem lecieć do USA. Bardzo mi zależało, żeby przed wyjazdem wykonać tę pracę. Klecina wtedy wyglądała inaczej niż dziś. Z miejsca, na którym stałem, widziałem pola po horyzont, nie jeździły samochody, nie chodzili ludzie, nie było telefonów. W pewnym momencie zobaczyłem zbliżającą się z daleka postać w białej koszuli. Pracując podnosiłem od czasu do czasu głowę ze zwykłej ciekawości, dokąd ten człowiek idzie. Gdy przybliżył się, rozpoznałem w nim znajomą postać starszego brata z naszego kościoła. Nie spodziewałem się go, nie prosiłem, a on przyszedł całkiem bez zapowiedzi i zapytał: „Olek, w czym ci mogę pomóc?” Jakbym zobaczył anioła! Z bratem Hipolitem wspólnie wykonaliśmy wszystkie niezbędne prace. To wydarzenie zawsze wspominam ze wzruszeniem.

Elżbieta:

Ze wzruszeniem wspominam atmosferę panującą w kościele mojego dzieciństwa, w którym wszyscy się dobrze znali i wzajemnie się wspierali. Przez całe dzieciństwo nie zauważałam różnicy między prawdziwą rodziną, która stanowiła dużą część mojego kościoła, a ciociami i wujkami ze zboru. Wraz z młodymi ludźmi tworzyliśmy zgraną grupę młodzieżową, która miała duże znaczenie dla naszego duchowego rozwoju, a wakacyjne wyjazdy na obozy były atrakcją wyczekiwaną przez cały rok. Niektóre zawarte wówczas przyjaźnie pielęgnuję do dziś.

Kazimiera:

Kiedy przyszłam do tego kościoła, wielkim przeżyciem było dla mnie to, że w Biblia była czytana przez ludzi. Bardzo mi się też podobała radość, jaką widziałam na ich twarzach.

Ula:

Wzajemna życzliwość i otwartość jeden na drugiego. W żadnej innej społeczności z tym się nie spotkałam. Tak było kiedyś i tak jest do dziś.

Lidia:

Mam miłe wspomnienia, bo jak widać trzymam się kościoła. Śpiewałam jako solistka w chórze, ale nie po to, aby realizować swoje ambicje. Zależało mi na tym, żeby służyć kościołowi.

Stefan:

Mam bardzo dużo wspomnień z okresu powstawania budynku kościoła. Miałem wtedy dwa równoległe życia, budowa na Kłodnickiej i praca zawodowa związana również z budownictwem. Ale nie było za ciężko.

Antonina:

Wspominam dary, jakie przysyłano nam z kościoła w Niemczech, w czasie największego kryzysu w Polsce. To było wspaniałe, jak oni o nas myśleli.

Gabriel:

Wspominając minione lata, myślę o swojej służbie w kościele w różnych dziedzinach. O tym, jak prowadziłem chór przez 40 lat, pracowałem przy budowie obiektu kościelnego czy w Radzie Zboru i o innych zadaniach. Myślę, że była to wielka radość, ale i łaska być pożytecznym w dziele Boga.

 

 

<< O nas